Wśród graczy obstawiających w zakładach bukmacherskich, da się zaobserwować wiele sposobów podejmowania zbędnego ryzyka oraz nie do końca uzasadnionych decyzji. Dlatego szacuje się, że zaledwie 5% graczy wygrywa, a pozostałe 95% tylko dokłada do interesu bukmacherów. Jedną z przyczyn tak drastycznych statystyk jest tzw. myślenie życzeniowe.

Czym jest myślenie życzeniowe?

Jako myślenie życzeniowe należy postrzegać sposób podejmowania decyzji, przy założeniu bardzo optymistycznych scenariuszy w rzeczywistości. Brak tutaj racjonalnej analizy sytuacji, jest za to ograniczone widzenie.

Mówiąc bardziej praktycznie – gracze oczekują że spełnią się dokładne te scenariusze, które oni w przypływie euforii uważają za jedyne słuszne. Skoro oni uważają że drużyna jest w formie i spokojnie wygra 2 albo 3 do 0, to zapewne tak się stanie. Nie brane są pod uwagę możliwość przerwania serii dobrych spotkań, gorszy dzień, możliwość niespodzianki czy równie dobrą formę strzelecką innego zespołu.

Myślenie życzeniowe ma swoje odzwierciedlenie w medycynie. O ile mamy do czynienia z łagodną wersją tego schorzenia, na którą cierpi wiele osób – ich dysfunkcją jest zbyt optymistyczne postrzegania niż wskazywała by na to rzeczywistość (np. siebie i swoich osiągnięcia). Jeżeli jednak schorzenie to jest ostrzejsze, nazywane jest wówczas katatymią, która sprawia ogromne problemy w ocenie otaczającego dane osoby świata. Zbyt silna wiara jest dokładnie tak jak ten ktoś chce, zniekształca rzeczywistość i fałszuje prawdziwy obraz świata. Osoby cierpiące na katatymię, tracą zdolność do krytycznej oceny sytuacji czy zdarzeń.

Jak myślenie życzeniowe przeszkadza w grze na zakładach bukmacherskich?

Większość osób grających na zakładach to kibice sportowi. Różnych dyscyplin o różnym poziomie zainteresowania. A co za tym idzie, nie sposób uciec im od własnych sympatii i własnych stereotypach na temat danych drużyn czy sportowców. Emocje dotyczące rozstrzygnięcia na kuponie są całkowicie odmienne od emocji, towarzyszących kibicowaniu ulubionych drużyn. Niestety podejście emocjonalne i sympatie czy antypatie nie są najlepszymi doradcami na zakładach. A wręcz potrafią rzucać kłody pod nogi, a czasem prowadzić do katastrof finansowych. Powiązane jest to częściowo właśnie z myśleniem życzeniowym.

Zdecydowanie częściej stawiamy na zespół któremu kibicujemy od zawsze, niż na odwiecznego boiskowego rywala. Istotna przestaje być aktualna forma zespołów. Gracz będzie za wszelką cenę szukał rozwiązania korzystnego dla jego zespołu, a myślenie życzeniowe będzie mu szeptało właśnie takie rozwiązania. Skoro nie idzie – to może teraz będzie to przełamanie? Skoro zawsze padało dużo bramek, to na pewno teraz też tak będzie. Mój ukochany zespół z nimi powinien OSTRO walczyć o każdą piłkę, więc pewnie padnie sporo żółtych kartek. Itd., itp.

Zaczynamy życzyć sobie konkretnych rezultatów w oparciu o nasze emocje, sympatie i twarde przekonania słuszności naszych argumentów.

Wyeliminuj myślenie życzeniowe

Problemów z myśleniem życzeniowym nie mają gracze obstawiający wyłączeni w celach zarobkowych. Tacy, którzy kierują się statystykami, a nie emocjami. Formą, a nie sympatią. Niestety są oni w zdecydowanej mniejszości. Reszta w mniejszym bądź większym stopniu daje złapać się w pułapkę myślenia życzeniowego.

Jest jednak na to recepta. Prosta i bez specjalistycznych badań. Należy całkowicie przestać obstawiać na drużyny którym w jakkolwiek kibicujemy, sympatyzujemy czy wręcz przeciwnie – życzymy jak najgorszych wyników. Takie drużyny (czy zawodników) omijamy szerokim łukiem i szukamy atrakcyjnych typów w innych spotkaniach czy ligach. Tylko tyle i aż tyle.

Pokusa do złamania zasady na pewno okaże się wielka, zwłaszcza jak wyniki kilku spotkań okazałyby się być po naszej myśli. Ważne by zachować stanowczość i konsekwencję. Nie obstawiamy swoich i już. Gramy, aby zarabiać.

Innym rozwiązaniem na myślenie życzeniowe, jest szukanie kontrargumentów odnośnie naszych przekonań i typów. Warto zmierzyć się i spróbować obalić własne tezy co do rezultatów wybranych spotkań, nawet tych bardzo oczywistych. Szukanie „przeciw”, a nie tylko „za”, pozwoli na rzetelniejszą analizę spotkania i lepsze podejmowanie decyzji, które w przyszłości poskutkuje zwiększoną skutecznością obstawiania. A może i rosnącym bankrollem.